Home
menu, szef kuchni poleca:
Wojciech Kopacewicz
fotografia w granicach sztuki
sztuka w granicach fotografii


O mnie: Oczywiście o mnie
Kontakt: +48 511 074 393
Co może zrobić: Portret, Reportaż, zdjęcie przedmiotu
Skala: Lokalna, dużych zleceń nie przyjmuje
Czego nie robi: Śluby, do dokumentów
Sklep? Sklepu nie ma, są zdjęcia na sprzedaż mało używane
Gdzie można zobaczyć moje zdjęcia: W Milanówku, trzeba się wcześniej umówić
Mini Blog: O projektach
Galerie zdjęć: Koncerty, Teatr, Sport, Zwierzaki

Kompozycje Okazjonalne...

Projekty...

Różne...

O sobie kilka słów

Powinienem napisać, fotografia to moja pasja, mógłbym też dodać, że urodziłem się z aparatem fotograficznym, jednak to nie jest prawda, gdyby można było robić w życiu to co się chce, moje żądania były by proste, wieczna młodość, motocykl, muzyka, podróż bez końca i początku. Jednak kiedyś trzeba dorosnąć.
Aparat fotograficzny to najprostsze urządzenie techniczne wymyślone przez człowieka które można użyć do tworzenia, oczywiście proste w obsłudze od strony użytkownika, od stworzenia „dzieła życia” dzieli nas tylko jeden mały nic nie znaczący ruch paluszka, klik, klik.
Łatwość tworzenia staje się przekleństwem, sami siebie zalewamy „dziełami życia” , które zaraz trzeba unicestwić, selekcjonować, wybierać, na początku jest trochę łatwiej, z braku doświadczenia lub posiadania kiepskiego urządzenia, mamy spory procent, złych technicznie zdjęć, na tyle złych, że sami potrafimy to dostrzec, jest nam trochę wstyd i usuwamy szybciutko.
Później jest gorzej, kilkanaście wersji wszystkie na podobnym poziomie, niewielkie różnice kompozycyjne. Po selekcji, przychodzi czas samozachwytu, świetny jestem, i tu zaczynają się schody, z nie wiadomych mi powodów samozachwyt nie trwa zbyt długo, zaczynamy żądać uznania na forum ogólnym, publicznym, napadając skromnie na początku na najbliższych, zobacz, zobacz jakie zajebi….. zdjęcie zrobiłem, potem na dalszych, trochę to chorobliwe, jednak prawdopodobnie jest to mechanizm naturalny, dalsze składanie samokrytyki mija się z celem.

Moja przygoda z fotografią zaczyna się w latach 80, chociaż pierwsze zdjęcie samodzielnie zrobiłem 1969 roku.
Oto ja na wycieczce, to mój motor, ja tu i tam. Zmiana trybu życia na osiadły i „remontowy” (dom wymagał dużych nakładów pracy) w połowie lat 90 aparat się gubi remontowym zamieszaniu.

Gdzieś od roku 2000, rozpoczęła się przygoda z dokumentacją zdarzeń artystycznych, wystawy, wernisaże, dość istotny krok, Ja zmienia się w My, Oni, Zdjęcia to prosta relacja, robione z obowiązku, organizatora.

Mały przełom pojawia się w roku 2008 wymyślamy performens, akcja artystyczna w Petrykozach, 80 urodziny Wojciecha Siemiona, pomysł oparty na portretach, fotografia natychmiastowa, biegamy z aparatami wśród gości, pstrykamy portrety, biegiem do drukarki, wydruk „szparowanie” nożyczkami, portrety lądują na wieży zbudowanej z rusztowania warszawskiego, powstaje duży baner kompozycyjny. Problem w tym że kilka portretów które zrobiłem spodobało mi się, pewnie tu gdzieś pierwsze ziarno choroby fotograficznej zaczęło kiełkować. Po drodze przygoda z dokumentacją filmową, kilkanaście filmów z wernisaży. Po wycofania się z aktywnej działalności w stowarzyszeniu artystycznym, pojawiła się pustka.

Kamera z opcją fotografowania uległa awarii, po jakimś czasie kupiłem pierwszą używaną lustrzankę Canon 450D, z zamiarem dokumentowania prac Małgorzaty, aparat miał standardowy, obiektyw, z fatalnym ostrzeniem, pierwszy dzień latam po ogrodzie, wracam do komputera, wszystkie zdjęcia czyste mydło, coś jest, ale jakoś tak słabo, stopniowo się uczę, i odkrywam możliwość podczepienia do aparatu starych rosyjskich szkieł, pożyczam obiektyw 58mm z Zenita i uczymy się od początku, pojawia się możliwość zrobienia ładnego zdjęcia, oczywiście łatwo nie jest, mam małą wadę wzroku, ręczne ostrzenie przez wizjer często kończy się mydłem.

Trzy Canony dalej, i kilkanaście obiektywów, na fotografię patrzę inaczej, sprawy techniczne, nie mają znaczenia, robienie zdjęć nie ma już żadnego znaczenia, aparat jest jak samochód, może ciebie dowieść do celu szybko i komfortowo, może być drogi, lub kompletny rzęch, jednak musisz mieć cel, pomysł on jest najważniejszy, inaczej możesz sobie posiedzieć w nim przed domem, kręcić się bezmyślnie po ulicach, i wrócić po chwili z bezwartościowej emocjonalnie podróży.